Promyl czyli ja – Kate

z foto fota
Urodziłam się 1980 r. w Ostrowcu Świętokrzyskim. W moim życiu zawsze były zwierzaki i aparat fotograficzny: rybki, chomiki, myszy, świnki morskie, patyczaki, koty oraz przede wszystkim psy, które jako dziewczynka ratowałam z całej okolicy i ku rozpaczy mojej mamy przywlekałam do domu. Ptaszki ze złamanym skrzydłem, jeż z kulawą łapką dziwnym trafem zawsze jakoś mnie napotykały na swojej drodze…. Dziś sama jestem mamą i zastanawiam się, jakie numery „zwierzątkowe” wywinie mi mój synek …

W domu miałam ciemnię w łazience i starego Zenitha taty – do dzisiaj mam album z samodzielnie wywołanymi zdjęciami. Fotografuję od zawsze … wszystkim co się da, telefonem, aparatem – często kadruję otoczenie wzrokiem.

Wreszcie mam wymarzony sprzęt i powoli z plenerów oswajam tez studio.

szept
Właściwie to sama nie wiem, dlaczego skończyłam prawo a nie jakiś kierunek artystyczny albo chociaż weterynarię lub hodowlę koni – jak się dziś okazuje wszystko jest po coś a zwierzęta i fotografia w moim życiu ostatecznie wygrały walkę z przeciwnościami losu. Nie mogłabym robić dzisiaj tego, co robię, gdyby nie moje studia i praca. Nie byłabym dziś tu gdzie jestem, po prostu.
Psy myśliwskie zawsze mnie fascynowały. Ich upór, niezależność i silna osobowość sprawiały, że musiało się skończyć na takiej właśnie psiej gromadce. Oprócz psów w moim życiu istotną rolę odgrywały zawsze konie.

Konie to u mnie rodzinna pasja. Brat babci i cała tamta „odnoga” to koniarze. Moja siostra oraz ja jakoś wyssałyśmy to pośrednio z mlekiem mamy. Jak byłam mała całymi dniami mogłam stać przy koniku z karuzeli, jeśli było w okolicy wesołe miasteczko. Odkąd wyjechałam na studia, czas poza uczelniany poświęciłam na poznawanie psychiki tych wspaniałych zwierząt, no oczywiście cały czas marzyłam swoim koniu i psie !!!
Dziś mam Iskrę, dwie suki Posokowców Bawarskich, wspaniałą rodzinę, cudownych dwunożnych oraz czworonożnych przyjaciół.
Jestem mamą. Totalną chustoświrką Uwielbiam żeglarstwo, jazz, bębny wszelkiego rodzaju, górskie szlaki oraz patrzenie w ogień, gdy zapada letnia noc.

Jednym słowem – szczęśliwy ze mnie Promyl !!!